by Asia R. & Misiol z życia pracującej mamy....

piątek, 29 listopada 2013

Życie "z przed"

Teraz już jako matka, dzielę swoje życie na takie "z przed" Misia i "po" Misiu.
To z przed, chyba nie muszę tłumaczyć, dawało mi o wiele więcej czasu, swobody, mniej obowiązków. Przyszła mi ta notka na myśl po tym jak chciałam wybrać się z koleżankami na Andrzejki. I tu piętrzą się problemy do ostatniego schodka Pałacu Kultury i Nauki. A to kto ma wyjść sam?, kto zostanie z Misiem?, kto po kogo ma przyjechać ? :/. Tak więc bycie rodzicem ma swoje plusy ale także minusy. Poniżej w skrócie, tj. tylko w 10 pkt, bo mogłabym pewnie pisać i pisać ale przedstawię te które aktualnie wpadły mi do głowy :D

Plusy bycia w stanie "z przed":

1. To tak jak już wyżej napisałam każda wolna chwila była dla mnie. Mogłam po pracy iść do galerii i spędzić w niej czas do zamknięcia, musiałam tylko wykonać telefon do męża, że nikt mnie nie porwał i ...kupować wszystko tylko dla m n i e!
2. Mogłam malować paznokcie 3 razy dziennie na różne kolory ( z nudów :D )i rano malować się i szykować ile chciałam bez biegania za uciekającymi kosmetykami po całym domu.
3. Spałam do której chciałam, długo i namiętnie
4. Siedziałam na komputerze bez wiszącego Misia na kolanach, próbującego mi wyrwać myszkę lub wcisnąć jakiś klawisz
5. Nie bolała mnie głowa od myślenia, co mu jutro zrobić na obiad ( a wymagania ma!)
6. Tofiś ( nasz kot) nie miał nerwicy.
7. Był p o r z a d e k w kuchennych szufladach i szafkach.
8. Nie musiałam robić prania co 2 dni
9. Mogłam spokojnie sama posiedzieć w WC ;)
10. Pójście z koleżankami na kawę nie urastało do rangi organizacji wyprawy na Mount Everest!

Minusy życia "z przed":

1. Oprócz paru kg na plus "z przed";)!. Za to, jakie to moje życie było puste i nudne. Absolutny chaos i brak organizacji czasowej.A przede wszystkim z brakiem miłości bezgranicznej!!Za żadne skarby na świecie nie zamieniłabym stanu rzeczy!!
2. j.w.
3. j.w.
4. j.w.
5. j.w.
6. j.w.
7. j.w.
8. j.w.
9. j.w.
10. j.w.

Tak więc co do wyjścia musimy się jakoś dogadać, może ja tym razem ustąpię?, w końcu mam co chciałam :D
A tym co planują sobotnie wyjście, życzę wspaniałej zabawy andrzejkowej!!

fot. 05.2013
ps. dziś koniec cycy, tak wiem mówiłam juz to milion razy, ale dziś nie ulegnę!!

wtorek, 26 listopada 2013

fajnie jest mieć syna!!!

Prawie każda kobieta marzy o dziecku. Na pewno najpierw sobie to wszystko wyobraża, przynajmniej ja tak miałam:). Myśli jakie będzie, co będzie z nim robić, z kim je będzie miała, planuje kiedy....
Wtedy przychodzi taki czas, że już dojrzała, że ma odpowiedniego ojca na oku, że to już teraz, ten czas....
I myśli nad płcią, imieniem....
Jedne myślą, "ja bym chciała dziewczynkę, robiłabym jej piękne kucyki, zakładała lakierki i przecudne sukieneczki", a inne myślą tak jak ja :" kurcze ale bym chciała mieć syna, takiego mojego jedynego kochanego mężczyzne, syneczka mamusi, mojego przyjaciela i obrońce...". Właściwie to czułam że będę miała syna!

Moje przeczucie się spełniło!!!Jest dokładnie taki jakiego sobie wymarzyłam!!Dziekuję!!A Wasze??


Uwaga!!Misiol bokser!

czwartek, 21 listopada 2013

niezaplanowane morderstwa

Muszę się Wam tutaj przyznać, jak na spowiedzi, jestem mordercą kwiatów :/. Nie takim bez empatii, planującym, perfidnym i świadomym. Ja to tak jak z tym zagłaskanym kotkiem, zawsze chce dobrze, za dobrze...ale mi nie wychodzi....przelewam a później chcąc naprawić, wysuszam i tak w kółko...

Niedawno będąc w kwiaciarni, z koleżanką: "O patrz, takiego ostatnio zabiłam w łazience" - mówię pokazując jej palcem na wspaniale wypielęgnowanego kwiata. Na co Pani Kwiaciarka zdziwiona wtrącając się w naszą rozmowę odpowiada: "Tego kwiatuszka nie da się zabić!". A jednak mi się udało.....

Zabrałam się w końcu do tego profesjonalnie, dużo czytam o kwiatów potrzebach, pytam, znowu naprawiam....
Już nie będzie mógł mój mąż przy kolejnym zakupie pięknego kwiata, powiedzieć: "Daję mu max 2 tygodnie".....;)

i My jeszcze wakacyjni, przed naszym wiejskim domkiem...ehh nienawidzę zimy brrrrr.....





wtorek, 19 listopada 2013

home sweet home

Ostatnio zapragnęłam zmian wnętrzarskich w domu. Stary wystrój już mi się znudził, mimo iż nie jest taki stary , bo dom ma dopiero 2 lata. A może aż...
Łenewer....Zapragnęłam zmian i to nie takich, które przyjdzie Pan Zbynio i mi wykona...o tak to nie...
Nic tak nie cieszy jak robota wykonana własnymi rękoma....
Na razie mam element czarnej ściany-tablicy, a właściwie dwóch ( z nadmiaru farby )...A to dopiero początek rewolucji ......


 alternatywy...oj mamo nie całuj nie całuj ;)

piątek, 15 listopada 2013

ale dałam gafę, a ile wy ich macie??

Jak każdy miałam swoje gafy życiowe, po których miałam kaca moralnego bardzo długo. Jak czytałam kiedyś na innych portalach gafy, które pewnie znacie , te u ginekologa itp. to wiecie jaka skuchę można zaliczyć ;)
Moje może nie są jakieś strasznie traumatyczne, ale ja po nich źle się czułam długo i ponosiłam nieprzyjemne konsekwencje. Opisze tylko te, które pamiętam, być może w komentarzach, które napiszą moi znajomi znajdziecie nowe, które mi umknęły ;).

1. Kiedyś pomyliłam Panią z Panem, tzn. Pani wyglądała jak Pan ( a może odwrotnie, sama nie wiem :/ ) i nie wiedziałam jak się do niej/niego zwracać, a robiłam zakupy, trwało to długo...dla mnie całą wieczność a Pan /Pani nie ułatwiali mi zadania. I mówiłam raz Pani a raz Pan , żenada :/

2. Dawno temu na PW jak miałam egzamin z matematyki, siedziałam na górze auli, i w czasie egzaminu wpadli profesorzy z dziennych i wyszukiwali swoich studentów ( ja byłam na zaocznych, jak się okazało Ci z dziennych przychodzili za kasę zdawać egzaminy za zaocznych :/), traf chciał, że koło mnie siedział właśnie taki delikfent  :/. Profesor z dziennych , zręcznie ręką wskazał swoich studentów, łącznie z moim sąsiadem. Więc do mnie moja profesorka ( przypadkiem bo obok siedziałam), powiedziała "a Pani do katedry". To był mój 1 rok, 1 semestr!Więc wiecie co ja wypaliłam??"A gdzie jest ta katedra??"hahahhahahahahha, myślałam, że spłonę ze wstydu , jak mi oznajmiono po "polskiemu" że mam usiąść przy biurku profesora ;)!Trochę się to za mną ciągnęło, tym bardziej że jestem naturalna blondynką ;)

3. SMS to pewnie większość zaliczyła ;)pierwsza moja wpadka to jak pewna koleżanka na studiach za wszelką cenę nie chciała żebym ja i mój najlepszy przyjaciel SK, no żebyśmy po prostu pojawili sie na jakiejś imprezie bo szukała nowego towarzystwa, a my nie byliśmy jej na rękę, a przyjaźniliśmy się, strasznie kombinowała, narobiła nam przykrości ( zresztą na tym swoim nowym towarzystwie sama się przejechała :/ bywa :/ ), no ale wracając do tematu, obgadywaliśmy ja z SK przez sms, i jak napisałam brzydkie o niej słowa, to tak musiałam o niej intensywnie myśleć, że wysłałam tego smsa zamiast do SK to do niej ;). Dłuuuugo się tłumaczyłam :)

4. Kolejny sms, to jeszcze za czasów mojego panieństwa, jak spotykałam się z pewnym zazdrosnym chłopakiem. I nie spędziłam z nim jakigoś weekendu, bo balowałam z koleżanką z uczelni. I on strasznie wydzwaniał a ja telefonu nie odbierałam...bo miałam inne zajęcia na głowie;)....ale że był wścipski i zawsze obdzwaniał mioch znajomych czy prawdę mówię...więc chciałam go ubiec i przygotować moja koleżankę na jego telefon, więc napisałam jej smsa : "Mariolka* jakby dzwonił Zbychu*, to ja z toba spedziłam cały weekend". Nie muszę pisać do kogo wysłałam smsma.....
A jakie są wasze gafy??Chętnie posłucham :D
*imiona zmienione dla dobra sprawy ;)

I mój Laluń, informatyk wypisz, wymaluj


I niedługo pokaże Wam mój nowy regał na ukochane książki :* o ile męża zmobilizuje :/






poniedziałek, 11 listopada 2013

,

kobieta ma zawsze jakieś "ale"...

Ja od zawsze miałam jakieś "ale" do swojego wyglądu...A to jestem za gruba, a to mam za duży nos, a to włosy nie takie, mogłabym wymieniać w nieskończoność. Zresztą kiedyś ( kiedyś czyt. czas kiedy byłam niezamężna i bezdzietna ), to musiałam mieć wszystko zawsze perfekcyjne, manikjury, pedikiury, makijaż, włosy itd. teraz brak na to czasu, i przyszła zasada że tego co nie widać można zamaskować ;).
A teraz po ciąży i siedzącym trybie pracy, oczywiście uważam że jestem za gruba, natomiast rozsądek mi mówi i rozmiar garderoby oczywiście, że tak nie jest, pomimo to, cwane "ale", siedzi gdzieś głęboko zakorzenione...

I pisząc ten tekst wróciłam do moich starych zdjęć, takich nawet z przed 10,7,5 i 2 lat. Ludzie!!ile bym oddała, żeby mieć znowu taka figurę, włosy, cerę!...wszystko!!!A przecież wtedy też byłam niezadowolona, chyba nawet bardziej niż teraz. W moim wieku priorytety się zmieniają ;).
Więc oglądając te fotki, tłumacze sobie w duchu, że przecież za 2 ,5,7 lat będę marzyła o tym by wyglądać jak dziś ( to ma mi poprawić humor i samoocenę ;)  ), ale wierzcie mi to nie działa, niestety.

Wiem z obserwacji, że nie jestem odosobniona w tym problemie, ale ja postanowiłam z tym zawalczyć!!
I nie chodzi absolutnie o botoks czy odsysanie tłuszczu. Ja z natury jestem wojowniczką i obiecuję, że powrócę do tego posta z zupełnie innym nastawieniem!! Mam nadzieję, że moje poczynania zainspirują innych do zmiany i walki o siebie! Jednak drugą Ewą Chodakowska nie mam zamiaru być ;).
I żeby nie być gołosłowną poniżej przykłady moich wcześniejszych rozterek ;):

rok 2010, za okrągła gęba, wsiowy kolor włosów!


rok 2006, grubas ważący 49kg/167cm ;), nawet teraz jak wklejam to zdjęcie to się z siebie śmieje ;)


2013 rok, mła :) & Misiol, ehh teraz głównie dobra zabawa się liczy ;)



A jakie są Wasze przemyślenia przy spoglądaniu w lustro w porannej toalecie?




niedziela, 10 listopada 2013

,

czy mam szanse na porządek w torebce??


Rozpocznę od tego, że nie uwierzę jak mi ktoś tu pod postem napisze że ma porządek w torebce, tym bardziej w shopperze czy w tak jak ja w "worku", nie uwierzę i już! 
Zastanawiałam się, czy pokazać pierwotny ład ;) w mojej torebuni, ale w końcu właśnie o tym chce napisać, więc co tam...
Ja uwielbiam duże torby, mam w nich wszystko czego potrzebuję, nie mam potrzeby przepakowywania się co wieczór...Nie jeżdze komunikacją miejską, więc waga torby ma dla mnie niewielkie znaczenie.
I jak widać na załączonym obrazku poniżej, można w niej znaleźć wszystko. Spokojnie mogłabym wylądować na bezludnej wyspie i jakiś czas przeżyłabym bez najmniejszego problemu.
Jednak funkcjonowanie na co dzień z takim bałaganem w torbie jest strasznie utrudnione. Nigdy nie mogę znaleźć portfela przy kasie, gdzie za mną ustawiona jest kilometrowa kolejka, kluczyków do samochodu, kiedy mam tonę zakupów, telefonu gdy czekam na ważną informację :/, ot taka złośliwość...
Dlatego postanowiłam coś zaradzić na ten torebkowy chaos, szukając pomocy oczywiście na wujaszku google. I tak trafiłam na organizer do torby. 
Pięknie sobie w nim poukładałam rzeczy i ....jak na razie utrzymuję porządek...Trwa to 7 dni, cały tydzień mam porządek w moim boho worku!!










piątek, 8 listopada 2013

,

Tapas - prosto, smacznie i z fantazją

Pewnie jak większość z Was uwielbiam kameralne spotkania ze znajomymi. Takie niezobowiązujące (czyt. że muszę pół dnia stać przy garach), wieczorkowe przy lampce wina. Z mężem często, jak Misiunia już śpi lubimy oglądać filmy. I wtedy, mamy ochotę zjeść coś fajnego, małego, smacznego a przede wszystkim nie skomplikowanego w przygotowaniu.

Wszelakie sałatki, krewetki , sery z oliwkami, już mi się przejadły. Pragnęłam zmiany, inspiracji, ale też nie za bardzo miałam czas na grzebanie w necie w poszukiwaniu takowych przepisów.
A wczorajszego pięknego wieczoru, los przypadkowo sprowadził mnie do sklepu i to wcale nie księgarni!, gdzie wypatrzyłam cudowną książkę ze wspaniałymi przepisami - Tapas.
O tej kuchni zapewne każdy słyszał, więc nie będę przytaczać niepotrzebnych formułek.

Znajdziemy w niej proste, smaczne i ...,co dla mnie bardzo ważne bo jestem estetką i głównie jem oczami , pięknie przygotowane potrawy.
Głównym atutem tejże książki są zdjęcia przygotowania i już gotowych potraw, nie wiem jak Wy ale ja książki z przepisami bez zdjęć na pewno bym nie kupiła.
Więc jeśli nie macie pomysłu na fajne przystawki, a Andrzejki zbliżają się wielkimi krokami, polecam!








niedziela, 3 listopada 2013

Gdy nie ma dzieci w domu.....

Nasza rocznica. Sami. Misiol u cioci. Pierwsze nocowanie poza domem zaliczone na 5+.
Przespana cała noc i pobudka własnym!, nie dziecka rytmem, bezcenne :D










ps zdjęcia robione telefonem Sony Xperia L ( zapomniałam aparatu :/)

Obsługiwane przez usługę Blogger.

o nas/kontakt/współpraca

Google+ Badge

Translate

Popular Posts

Dołącz do nas!!

Featured Video